Oh Mother, where art Thou

Foto Anna Skubisz

Bij deze foto een verhaal uit Nederland. Op de foto zijn beelden te zien van de groep: Oh Mother, where art thou. De maakster ervan is Anna Skubisz. Ja, de jongste van de twee dochters die Monique Nusselein en ik hebben gekregen. De figuren van Anna vertellen al een verhaal op zich: https://www.facebook.com/watch/?v=979893383287485. En meer werk van haar en iets over haar, is te lezen op: https://annaskubisz.nl/. Op deze foto zijn die beelden te zien in de Rooms-Katholieke St.-Franciscus Xaverius kerk op ’t Zand in Amersfoort. Ze staan daar in het kader van een Maria-project in die parochie over kunst en inspiratie, de serie Maria in mij: https://katholiekamersfoort.nl/wp-content/uploads/2024/08/09-24-Maria-in-mij-scaled.jpg.    
Omdat ze daar nu staan wil ik het volgende vertellen.  

Anna was een jaar of tien, of elf, dus ongeveer 1996. We gingen regelmatig met ons vieren naar onze parochiekerk in Amerstfoort. Op zondag werd daar een liturgieviering gehouden en er was voor de kinderen ook een ‘kinderwoorddienst’. Dat zijn bijeenkomsten met kinderen die na het begin van de viering naar een aparte ruimte gaan, als ze dat willen. Daar luisteren ze naar de bijbelverhalen die in de kerk gelezen worden, maar nu op hun maat gesneden. En ze praten erover, zingen er een lied bij, of maken er een tekening bij. En na de ‘woorddienst’ van de volwassenen komen de kinderen terug en gaat de viering met hen erbij verder. Zo ook in ‘onze kerk’ waar we dus vaak naar toe gingen. En waar onze dochters, Zosia, en later Anna, hun eerste communie hadden gedaan.  
Een keer, na de kerkdienst, met dus die kinderwoorddienst, kwamen we ergens in 1996 (of 1997?) thuis. En daar vertelde Anna me dat ze niet meer naar de kerk wilde. Want, in de kinderwoorddienst wilde ze God tekenen, maar “van God mag je geen beeld maken. Dus ook geen tekening van God maken,” had ze te horen gekregen op een boze toon. Anna was heel standvastig. Ze ging niet meer. En we voelden op onze klompen aan dat we haar niet moesten dwingen.  


Ik wist me ook erg verlegen naar Anna. Dat kwam zo. Eerder, tot 1993, werkte ik in alle parochies in Amersfoort als een soort trainer van vrijwilligers in de katechese. Mijn taak was de vrijwilligers te begeleiden die actief waren in de katechese, zoals het organiseren en houden van eerste-communie bijeenkomsten met kinderen of van die kinderwoorddiensten. En dat deed ik dus ook in ‘onze’ parochie. Ik trok ook op met de vrijwilligers van de kinderwoorddiensten in onze parochie   En een keer had ik met die vrijwilligers van die kinderwoorddiensten in die kerk gesproken over het beeldverbod over het (althans in de protestantse traditie) 2e gebod van de Tien Geboden.* Net zoals de Naam van God niet uitgesproken wordt in de Joodse traditie, is er ook het verbod om God af te beelden, om sowieso geen beelden van levende wezens te maken. Het is daarom dat je in synagogen, en ook in protestantse kerken en in moskeeën geen beelden of afbeeldingen ziet. In katholieke kerken is dat anders. Dat is ook op de foto goed te zien. Goed, uitvoerig had ik met de vrijwilligers gepraat over waarom God niet afgebeeld mag worden volgens die Joodse uitleg. Maar ook met alle – katholieke – relativeringen van dien.  

Anna ging later naar de kunstacademie. En nu staan haar beelden in ‘onze kerk’ onder de beelden van heiligen die er altijd al te zien zijn.      



Over dat beeldverbod, en hoe ik het uitleg nog dit. In onze beeldcultuur is het een vreemd gegeven. Je mag geen beelden maken. Dus ook geen foto’s? Geen schilderijen, geen beelden? Te absurd voor woorden. Toch, niet iedereen vindt het aangenaam gefotografeerd te worden. En in sommige andere culturen is het alsof je, wanneer je een foto van iemand hebt, ook macht over die persoon hebt. Misschien vandaaruit dit. Als je je inbeeldt dat je ‘de’ werkelijkheid kunt afbeelden, de per se oneindige werkelijkheid, het oneindige, of zo je wil De Oneindige, dat of diegene die buiten die werkelijkheid ‘is’, dan verbeeld je je dat je ook buiten die werkelijkheid staat. Er macht over hebt. Alsof je de werkelijkheid in je broekzak kun steken, kunt ‘hebben ’en naar je hand kunt zetten. Het gaat, denk ik, om die inbeelding, als gebrek aan respect voor het geheim van de oneindige werkelijkheid. Die is ongrijpbaar. En onvoorspelbaar. En ook, elk mens draagt dat geheim in zich. Immers, je kunt nooit iemand helemaal ‘kennen’. Zelfs jezelf niet. Hoeveel foto’s er ook van je gemaakt worden. Zoiets.            

Overigens, ik maak graag foto’s. En ben trots met Anna’s werk.            


* In de katholieke traditie zijn het 1e gebod – Ex. 20, 3 – en het 2e gebod – Ex. 20, 4 – samen gevoegd. Hier moet ik wel bij vertellen dat ik zelf protestants, liberaal Nederlands Hervormd toen, ben opgegroeid, en later katholiek ben geworden. Tja, wat een katecheet….


Na tym zdjęciu pewna historia z Holandii. Widać na nim grupę postaci – rzeźb, której autorka nadała tytuł: Oh Mother, where art thou. Autorką jest Anna Skubisz. Tak, młodsza z dwóch córek, Monique Nusselein i moich. Figury Anny same w sobie już opowiadają historię:  https://www.facebook.com/watch/?v=979893383287485. Więcej o jej twórczości i coś o niej samej można przeczytać na stronie: https://annaskubisz.nl/. Na tym zdjęciu rzeźby zostały sfotografowane w Rzymsko-Katolickim kościele św. Franciszka Ksawerego na ’t Zand w Amersfoorcie. Znajdują się tam w ramach Projektu Maryjnego realizowanego w tej parafii, dotyczącego sztuki i inspiracji, zatytułowanego Maryja we mnie: https://katholiekamersfoort.nl/wp-content/uploads/2024/08/09-24-Maria-in-mij-scaled.jpg.  
Ponieważ stoją tam teraz, chcę wam coś opowiedzieć.  

Anna miała około 10 lub 11 lat, to było około 1996 roku. Regularnie w każdą niedzielę chodziliśmy do naszego kościoła parafialnego w Amersfoorcie. W czasie nabożeństwa dla dorosłych obywało się ‘kinderwoorddienst’ (‘liturgia słowa z dziećmi’ ) – czyli spotkania w oddzielnym pomieszczeniu z dziećmi, które przechodziły tam podczas nabożeństwa dla dorosłych, jeśli chciały. Tam słuchały tekstów z Biblii czytanych w kościele, ale dostosowanych do ich potrzeb. Rozmawiały o nich, śpiewały o nich piosenki lub rysowały obrazki. Potem wracały do swoich rodziców i zostawały z nimi do końca nabożeństwa. Tak działo się również w naszym kościele, do którego tak często chodziliśmy. I gdzie nasze córki, Zosia, a później Anna, przystąpiły do pierwszej komunii.  
Pewnego razu, po nabożeństwie w kościele, też z tą ‘liturgią słowa dla dzieci’, wróciliśmy do domu, Anna powiedziała mi wtedy, że nie chce już więcej chodzić do kościoła, ponieważ na liturgii słowa dla dzieci chciała narysować Boga, ale usłyszała, że „nie wolno robić obrazków Boga.” „Nie możesz narysować Boga!” – oznajmiła jej ze złością wolontariuszka. Anna była bardzo stanowcza – nie chciała już więcej pójść do kościoła. A my czuliśmy, że nie powinniśmy jej zmuszać.  


Czułem się zakłopotany. Już wyjaśniam dlaczego. Wcześniej, do roku 1993, pracowałem we wszystkich parafiach w Amersfoorcie jako teolog-trener woluntariuszy, którzy wykonywali aktywności katechetyczne, jak organizowanie spotkań dot. pierwszej komunii lub liturgii słowa dla dzieci, także w naszej parafii. Miałem więc spotkania z tymi woluntariuszami, którzy w niej działali w czasie w liturgii słowa dla dzieci.       Pewnego razu rozmawiałem z nimi o zakazie obrazowania (przynajmniej w tradycji protestanckiej) – drugiego przykazania z Dziesięciu Przykazań.* Tak jak Imię Boga nie jest wymawiane w tradycji żydowskiej, tak samo istnieje zakaz przedstawiania Boga, a także w ogóle tworzenia wizerunków żywych istot. Z tego powodu w synagogach, a także w kościołach protestanckich i meczetach, nie widać rzeźb i obrazów. W kościołach katolickich jest inaczej. Widać to wyraźnie również na zdjęciu. OK, obszernie rozmawiałem z wolontariuszami, dlaczego Boga nie można odtworzyć, zgodnie z tym żydowskim wyjaśnieniem. Ale także ze wszystkimi jego – katolickimi – relatywizacjami.

Później Anna studiowała w ASP. A teraz jej rzeźby są w ‘naszym kościele’, wśród figur świętych, które zawsze tam stały.          



Jeszcze o tym zakazie wizerunkowym i o tym, jak go tłumaczę. W naszej kulturze wizualnej to dziwna rzecz. Nie wolno robić obrazów, więc fotografii też nie? Żadnych obrazów, żadnych rzeźb? Zbyt absurdalne. Mimo to nie każdy lubi być fotografowany. A w niektórych innych kulturach, jeśli masz czyjeś zdjęcie, to tak, jakbyś miał władzę nad tą osobą. Być może stąd to się wzieło. Jeśli wyobrażasz sobie, że możesz sportretować ‘tę rzeczywistość, tę koniecznie nieskończoną rzeczywistość, nieskończoność, lub jeśli wolisz Nieskończonego, to, co / Tego, Który ‘jest’ poza tą rzeczywistością, wtedy wyobrażasz sobie, że jesteś również poza tą rzeczywistością. Masz nad nią władzę. Tak jakbyś mógł włożyć rzeczywistość do kieszeni, mógł ją ‘mieć’ i naginać do swojej woli. Myślę, że chodzi o tę wyobraźnię, jako brak szacunku dla tajemnicy nieskończonej rzeczywistości, która jest nieuchwytna. I nieprzewidywalna. A także, każdy człowiek nosi tę tajemnicę w sobie. W końcu nigdy nie można nikogo do końca ‘poznać’. Nawet samego siebie. Bez względu na to, ile zdjęć by ci zrobiono. Coś w tym stylu.        

Nawiasem mówiąc, lubię robić zdjęcia. I jestem dumny z pracy Anny.            


* W tradycji katolickiej pierwsze przykazanie – Ks. Wy. 20, 3 – i drugie przykazanie – Ks.Wy. 20, 4 – są połączone. Powinienem tutaj dodać, że sam dorastałem jako protestant, w liberalnej gminie w takim czasie Niderlandzkiego Reformowanego Kościoła, a później zostałem katolikiem. Cóż za katecheta …